Chcę zmieniać umysły i serca, chcę wyzwalać świadomość….

 

-'Philip czy sztuka powinna poruszać?" - pytam brytyjskiego malarza Philipa McCulloch-Downs, z którym rozmawiam dla magazynu Vege*

Opowiada, że on sam, od lat tworząc różne rodzaje sztuk wizualnych, nie związane wcześniej z aktywizmem, do świata sztuki zaangażowanej trafił przypadkiem.

Najpierw sam został poruszony twórczością fotografki i aktywistki Jo-Ann McArtur, pod jej wpływem zaczął tworzyć poruszające materiały. Jego pierwszy projekt video "The Ghost Camera" zdobył internetową sławę. W międzyczasie został weganinem, co w naturalny sposób zwróciło jego uwagę na prawa zwierząt, dołączył do międzynarodowego kolektywu artystycznego The Art Of Compassion Project, poznał pojęcie "artivist", zaczął brać udział w festiwalach i wystawach sztuki zaangażowanej, zaangażował się w działalność brytyjskiej Vivy.

-"Chcę zmieniać umysły i serca, chcę wyzwalać świadomość i ukazywać to, co jest ukryte za zamkniętymi drzwiami mleczarni czy chlewni. Chcę odkrywać przed ludźmi obraz barbarzyńskiego świata, który stworzyliśmy." - mówi o swoich intencjach i dodaje, że gdy w 2014r. gdy po raz pierwszy podjął w swojej twórczości temat praw zwierząt dokonał świadomego wyboru, aby po prostu malować to co mu przeszkadza osobiście, pokazywać los zwierząt taki jakim jest, bez ubarwień czy niedomówień.

Zależy mu aby jego obrazy przemawiały do widza, ale tez zachęcały do odczuwania empatii do przedstawionych zwierząt. Według Philipa sztuka powinna poruszać, ale obraz nie może być zbyt szokujący, bo wtedy sprawia, że ludzie odwracają wzrok, nie może też być zbyt idealistyczny czy sentymentalny, bo wtedy łatwo zignorować temat.

 

Gdy oglądam sztukę zaangażowaną przychodzą mi do głowy dwa pytania.

Jaki jest powód jej tworzenia? W przypadku Philipa to już wiem.

Ale też co się dzieje z namalowanymi obrazami? Czy ktoś je kupuje czy udaje się je sprzedać? Bo przecież trudno uwierzyć, że ktoś kupuje i wiesza sobie nad łóżkiem np. "Bojlery"

Philip opowiada, że w trakcie pracy nie myśli o tym kto będzie nabywcą obrazu. Maluje to, co jest częścią jego życia, obserwacji świata. Malując realizuje własne potrzeby, jak choćby chęć ujawniania opinii publicznej marketingowych kłamstw przemysłu mięsnego.

Obrazy udostępnia bezpłatnie w celach propagowania praw zwierząt: w mediach społecznościowych, na wegańskich festiwalach, na banery i ulotki organizacjom zajmującym się ochroną praw zwierząt.

Jednak wśród jego prac zaangażowanych, znalazły się takie które są tak atrakcyjne wizualnie, że stały się popularne i znalazły nabywców. Artysta wymienia choćby "Kindred", "The heart of Man", "One of us", "The Herd" (prace do znalezienia w internecie)

Malarstwo zaangażowane to tylko część twórczości Philipa. Jego niezwykła, poruszająca urokiem i kolorystyką twórczość to przede wszystkim zapis obrazów z dnia codziennego.

Philip mówi, że rejestruje w swoich obrazach i grafikach zarówno te dobre jak i złe chwile, które przeżywa, a to pozwala mu lepiej rozumieć te przeżycia. 

-"Uważam, że życie jest dziwne, czasem bezsensowne, czasem piękne i brutalne. Jedyny sposób, w jaki mogę poradzić sobie z całą jego złożonością, to spojrzeć na nie przez pryzmat mojej sztuki".

 

 

Więcej obrazów: https://www.philipdownsart.co.uk/

W zdjęciu tytułowym użyto obrazów (zgodnie z ruchem wskazówek zegara) 1. The Ghost Camera 2. Forgotten 3. Production Line 4. Broiler

 

 

*/ Cały artykuł pt" Maluję to co mnie boli" znalazł się w Magazynie Vege, marzec 2019 (https://vege.com.pl/2019/05/12/sztuka-weganska/)